Kapitan wreszcie
dostał co chciał.

Zajebistą załogę na 140 mil w jedną stronę.

Taką co się latami zbiera, gotową na dwa nocne przeloty w pasie całkowitego zaćmienia

Dzień, noc, port, dzień, noc, port

Oceanem – od zera fal i lekkiego wiaterka, żagielka i chillu… po jasny pieron, fale olbrzymy, pralkę w kajutach, nocne wachty, a na koniec wejście do portu o 2 w nocy. Jest moc.