Do zaćmienia Słońca pozostało: —
Najśmielszy plan jaki mieliśmy. Jesienią zeszłego roku. Najśmielszy. Zaraz po przejściu Demianowskiego Noża.. Przestaje być planem. Tam popłyniemy.
Najśmielszy plan jaki mieliśmy. Jesienią zeszłego roku. Najśmielszy. Zaraz po przejściu Demianowskiego Noża.. Przestaje być planem. Tam popłyniemy.
Najśmielszy plan jaki mieliśmy. Jesienią zeszłego roku. Najśmielszy. Zaraz po przejściu Demianowskiego Noża. Przestaje być planem. Tam popłyniemy.
Podróż czas zacząć! Dzień Dobry Atlantyk!
Nic nas nie powstrzyma.
Na orkę jest zwrot, za delfina po pięćdziesiąt.
Trzyma nas. Od samego początku.
Nie wiadomo kto nawoływał ale zadziałało.
Jeszcze nie wiemy na jak długo tu zostaniemy. Ląd.
Ekipa lądowa zwiedza bezpielgrzymkowe Santiago de Compostela, ekipa oceaniczna płynie – dokąd, to się jeszcze okaże.
Zajebista załoga, 140 mil oceanem, dzień, noc, port, dzień, noc, port – cumujemy w pasie zaćmienia, marina w La Coruña.
Zasłużony czil po dniach i nocach żeglowania – kotwica, radocha i spokój w słonecznej zatoce.
Cokolwiek powiedzieć – to nic nie powiedzieć. To trzeba przeżyć.
Prowadzeni przez delfiny, nocą i dniem — kurs 270 o północy, 220, 190, 150 na śniadanie, 130. Obiad w Muros.
Wszystkiego! Każdego dnia zachwytu, radości - z nami wariatami! Sto Lat, Sto Lat na pełnych żaglach, wśród fal oceanu!
Kwiaty w hołdzie Juliuszowi Verne, ojcu wypraw poza schemat, i jacht zdany – wszystko co dobre kiedyś się kończy, na chwilę.
Odnaleźć Madryt poza schemat. Szukamy. Wieczorem wylot.
Krótkie ujęcia z pokładu, które nie pasowały do jednego konkretnego dnia — ale są częścią tej samej opowieści.